Startup z Kalifornii pokazał koncept STen elektryczny SUV przejedzie 1000 km na jednym ładowaniu – przełom czy chwyt marketingowy?
Elektryfikacja motoryzacji nabiera tempa z każdym rokiem. Producenci samochodów – zarówno globalne koncerny, jak i niszowe startupy – prześcigają się w innowacjach, które mają na nowo zdefiniować to, czym jest nowoczesna motoryzacja. Najnowszy przykład? Amerykański startup z Doliny Krzemowej zaprezentował prototyp elektrycznego SUV-a, który według zapowiedzi ma przejechać do 1000 km na jednym ładowaniu. To wynik, który jeszcze kilka lat temu wydawał się nierealny – dziś może zwiastować nadchodzący koniec tzw. „range anxiety”, czyli zasięgowego niepokoju.
Nowa technologia baterii – klucz do przełomu
Zasięg 1000 kilometrów możliwy jest dzięki zastosowaniu baterii o gęstości energetycznej wyższej niż w obecnie dostępnych ogniwach litowo-jonowych. Startup nie zdradza wszystkich szczegółów technologicznych, ale z przecieków wynika, że chodzi o baterię typu solid-state (stały elektrolit), nad którą pracują również giganci tacy jak Toyota czy Samsung.
W odróżnieniu od tradycyjnych akumulatorów, które wykorzystują płynny elektrolit, technologia solid-state umożliwia stworzenie bardziej kompaktowych i bezpiecznych ogniw, które mogą pomieścić znacznie więcej energii w tej samej objętości. Efekt? Większy zasięg bez zwiększania masy lub rozmiarów baterii.
SUV przyszłości – nowoczesny, ale czy realny?
Sam pojazd prezentuje się bardzo nowocześnie: agresywna linia nadwozia, oświetlenie LED o futurystycznym wyglądzie, ogromne felgi i minimalistyczne wnętrze z dużym ekranem centralnym. Co ciekawe, SUV ma również panele słoneczne na dachu, które mogą w sprzyjających warunkach doładowywać akumulator o kilka kilometrów dziennie – szczególnie przydatne w krajach o dużym nasłonecznieniu.
Twórcy chwalą się także systemem szybkiego ładowania: dzięki nowym ogniwom SUV ma ładować się do 80% w mniej niż 15 minut. To parametr, który może już dziś konkurować z czasem tankowania pojazdów spalinowych, przynajmniej w teorii.
Słowa kontra rzeczywistość
Jak zwykle w przypadku nowinek technologicznych, warto zachować ostrożność. Samochód, o którym mowa, to nadal prototyp – nie seryjny model gotowy do masowej produkcji. Firma nie przedstawiła jeszcze oficjalnych testów z niezależnych źródeł, a prezentacja zasięgu opiera się na pomiarach laboratoryjnych, które często odbiegają od realnych warunków drogowych.
Podobne zapowiedzi składano już wcześniej. W 2020 roku kilka chińskich producentów deklarowało wprowadzenie do sprzedaży pojazdów o zasięgu powyżej 800 km, ale jak dotąd żaden z tych modeli nie osiągnął szerokiej dostępności na rynku europejskim.
Czy to koniec „range anxiety”?
Mimo zastrzeżeń – kierunek jest obiecujący. Przeciętny kierowca w Europie pokonuje dziennie nie więcej niż 40–50 kilometrów. Zasięg na poziomie 1000 km oznacza, że przeciętny użytkownik mógłby ładować auto raz na dwa tygodnie, a nawet rzadziej. To całkowicie zmienia sposób myślenia o użytkowaniu pojazdów elektrycznych i likwiduje największą psychiczną barierę przed ich zakupem – strach przed brakiem energii w trasie.
W połączeniu z coraz gęstszą infrastrukturą ładowania, tak długi zasięg może rzeczywiście rozpocząć nową erę w elektromobilności.

Podsumowanie
Czy zaprezentowany SUV faktycznie przejedzie 1000 km bez ładowania? Czas pokaże. Jedno jest pewne: rozwój technologii baterii przyspiesza, a bariera psychologiczna związana z zasięgiem powoli znika. Nawet jeśli ten konkretny model nigdy nie trafi na rynek w obecnej formie, jego powstanie wyznacza kierunek, w którym zmierza cały rynek – ku pojazdom elektrycznym, które są równie wygodne, jak ich spalinowe odpowiedniki.